…ynahcoku jar











{15 styczeń, 2009}   Ach…

piątek, 16 stycznia Anno Domini 2009 — jedno zdanie: „studniówka z Marysią”. wywołuje na mojej twarzy uśmiech od niespełna dwóch tygodni. coś czuję, że będzie zajebiście. co dalej? się zobaczy.

ale zanim zabawa się zacznie, będę musiał sobie kupić koszulę i wymienić krawat (bo się okazało, że nie będzie pasował). będzie jutro latania po mieście. ale warto.

ach… idę spać.



{13 styczeń, 2009}   trzynasty — niepechowy

obudziłem się jak zwykle nie będąc pewnym jaki dziś dzień mamy. szybki rzut okiem do kalendarza w komórce — wtorek, nie jest źle. tylko, że trzynasty. szczerze mówiąc to nie zwróciłem na to uwagi.

do szkoły dotarłem standardowo, chwilę po dzwonku. jedna lekcja próby poloneza — wychodzi nam to nawet nawet. przynajmniej nie gubimy już kroku (tak często ;). wielka w tym zasługa mojej partnerki — Magdy, która świetnie trzyma rytm. potem okienko, fakultet (na którym standardowo się nie pojawiłem), w-f (ping pong i nieobecności z powodu dziwnej nauczycielki), dwie rachunkowości na komputerach jedna zwykła. podczas drugiej z tych lekcji dowiedziałem się trzech rzeczy: zakwalifikowałem się do drugiego etapu Olimpiady Przedsiębiorczości (Wro — niewiadomokiedy) i uwaga uwaga: do finałowego, IIIgo etapu Ogólnopolskiej Olimpiady z Zakresu Rachunkowości (Rzeszów, 20 lutego). jako jedyna osoba ze szkoły (bo się jedna kwalifikowała). ha. jestem z siebie dumny. z chłopaków z resztą też, bo poziom trzymali wysoki: 68%, 76% i moje 80% to świetne wyniki. jedynym minusem jest to, że ferie spędzam w większości w szkole — dodatkowe zajęcia z rachunkowości. mam nadzieję, że na finale się nie ośmieszę. lipa jest taka, że bycie finalistą akurat tej olimpiady nie zwalnia mnie z etapu praktycznego egzaminu zawodowego. cóż, trudno.

trzecia rzecz – tuż przed końcem lekcji dostałem smsa. Marysia kupiła sukienkę. studniówka już w piątek! słit!

na chwilę obecną uzupełniam zadania z rachunkowości i biorę się za wypracowanie na kulturę zawodu. temat szeroki: „autorytet”. tyle. pisać o Cartmanie („screw you guys, i’m goin’ home”), Garfieldzie („I hate mornings. I like ‘em better if they started later”), czy Benderze („you can bite my shiny, metal ass”)?



{8 styczeń, 2009}   kolejna przymiarka

kolejna przymiarka do ponownego rozpoczęcia pisania. co będzie, to będzie.

założenia standardowe — więcej mobilizacji i pracy nad sobą, pisanie o sprawach codziennych, trochę przechwałek, trochę marudzenia, nieużywanie wielkich liter na początku zdania. tak, to znów ja.

dzisiaj, po II etapie OWE we Wrocławiu wybrałem się na zakupy.  celem były Bielany — Leroy Merlin, Decathlon, Media Markt i kawa. tyle w skrócie. zaczynając od tzw. „dupy strony”: kawa była przepyszna. podwójne espresso w jakiejś kawiarni, która miała czerwony wystrój i niewygodne krzesła. sąsiadowała z restauracyjką „sami swoi”. pani stojąca za barem była bardzo sympatyczna… i ładna. dawno nie widziałem tak ładnej twarzyczki. zostawiłem napiwek. oczywiście zbyt duży.

w Media Markt kupiłem sobie Pentagrama NXC-100AlCu, po przyjeździe domu mały upgrade sprzętu (pół pokoju upaćkane w taśmie termoprzewodzącej, kilkakrotne wyjmowanie procesora, obracanie podstawki wiatraka). odpaliło. szybko wyeliminowany CPU Fan Error i cieszę się delikatnym szumem (a nie wyciem, jak w przypadku poprzedniego wentylatora) i przepływem powietrza pod biurkiem. wieje po nogach, ale przynajmniej będę mógł w spokoju pracować w godzinach nocnych, nie budząc połowy bloku.

jedyne co teraz pozostało, to ustawienie zegara systemowego. pamiętaj — zworka resetu CMOS Twoim przyjacielem! (tylko czemu ASUS umieszcza ją pod PCI Express — żeby ją użyć, trzeba wyjąć kartę graficzną)…



itd.